Maria Dębowska - Kształcenie dziewcząt

dr hab. M Dębowska
Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II
Wydział Teologii
Ośrodek Archiwów, Bibliotek i Muzeów Kościelnych

Kształcenie dziewcząt w klasztorze norbertanek w Imbramowicach
w XVIII wieku


    „Klasztor imbramowicki w powiecie olkuskim, położony w malowniczej dolinie Dłubni, wśród urodzajnych pól urozmaiconych niewielkimi lasami mieszanymi i jurajskimi skałkami, dotrwał w rękach zakonu reguły Prémontré od pierwszej połowy w. XIII do dziś dnia"  – ten opis można powtórzyć za Z. Kozłowską-Budkową także i dzisiaj. Konwent imbramowicki jest jednym z dwóch istniejących obecnie – obok klasztoru na Zwierzyńcu w Krakowie – norbertańskich żeńskich wspólnot zakonnych w Polsce. Nie przetrwał okresu zaborów żaden z klasztorów męskich. Zmienne koleje losu nie oszczędzały jednak przez wieki klasztoru imbramowickiego. W początkach XV stulecia zakonnice na kilkadziesiąt lat przeniesiono do Buska. Za przełożeństwa ksieni Zofii Grotówny, w 1710 roku klasztor spłonął doszczętnie. Odbudowa musiała być rozpoczęta od fundamentów. Dzisiejszy wygląd kościoła i klasztoru nadany został właśnie w trakcie tej odbudowy, a ksieni Grotówna, tak przez współsiostry, jak i przez potomnych uważana jest za drugą jego fundatorkę. W 1819 roku zostały odebrane konwentowi prawie wszystkie dobra ziemskie. Po powstaniu styczniowym dotknęły go takie same represje, jak i inne klasztory. Pozostał on wprawdzie klasztorem etatowym, ale przełożone nie mogły uzyskać zgody na przyjmowanie kandydatek aż do 1907 roku. Kolejny trudny okres w dziejach klasztoru to lata pięćdziesiąte XX wieku, kiedy to władze komunistyczne, odbierając ziemię klasztorowi, pozbawiły wspólnotę podstawowego źródła utrzymania.
    O przyjmowaniu dziewcząt „na edukację" w klasztorze imbramowickim w wiekach XVI i XVII wiemy jedynie ze wzmianek poczynionych w czasie wizytacji biskupów krakowskich. Praktyka taka musiała już istnieć w wczesnych latach XVI wieku, skoro wizytator w 1594 roku nakazał wprowadzić pewne zmiany odnoszące się do przebywania dziewcząt w klasztorze. Nie ma natomiast żadnej informacji na temat nauczania w Imbramowicach w wiekach średnich. Niektórzy twierdzą, że klasztory norbertanek w Polsce już od początku swego istnienia brały udział w kształceniu młodzieży żeńskiej . Być może podobne twierdzenie można odnieść również i do klasztoru w Imbramowicach. Z pewnością takiej praktyki nie było tam w XV wieku, ponieważ zakonnice przebywały w klasztorze w Busku.
    Wizytacja kardynała Jerzego Radziwiłła w 1594 roku odsłoniła pewne braki odnoszące się do przebywania świeckich dziewcząt w klasztorze, braki, których władze kościelne nie mogły tolerować ze względu na przestrzeganie obserwy zakonnej; był to wszak okres reformowania życia zakonnego. Nakazy wizytatora odnosiły się jednak nie tylko do sposobu kształcenia. Ówczesne warunki lokalowe prawdopodobnie nie pozwalały na wydzielenie w klasztorze osobnych pomieszczeń dla uczennic. Stąd przebywały one razem z zakonnicami na pierwszym piętrze budynku klasztornego; prawdopodobnie mieszkały razem z nimi w celach . Wizytator nakazał przełożonej: „dla panien, które do klasztoru dają na ćwiczenie, niech będzie osobne mieszkanie na dole i tam pod chórem Mszy niech słuchają przez kratę" . Ksieni imbramowicka, którą w latach 1594-1602 była Anna Brudzińska, profeska przysłana ze Zwierzyńca, nie mogła wypełnić tego zalecenia powizytacyjnego, chociaż bogata była w doświadczenia tamtego klasztoru reformowanego wówczas przez ksienię Dorotę Kątską . Zmiana w tym względzie nie została wprowadzona prawdopodobnie aż do czasu przebudowy klasztoru, a na tę – z braku funduszów – długo nie mógł sobie klasztor pozwolić. Stąd jeszcze w XVII w. wizytatorzy przypominali, że uczennice „nie mają mieszkać z zakonnicami w celach ani też w refektarzu i w szkole nowicjuszek nie bywać" .
Nie zabrakło także innego typu problemów. Prawdopodobnie uczennice przebywały w klasztorze wiele lat, nawet już po zdobyciu wykształceniu, jakie klasztor mógł im zaoferować. Stąd znowu musiał wkroczyć wizytator. Biskup Piotr Tylicki polecił nauczanie i tym samym przebywanie dziewcząt w klasztorze tylko do czasu ukończenia przez nie szesnastu lat, „którym minęło szesnaście lat a nie wejdą do Zakonu, ani do posługi nie mają w klasztorze być chowane, choćby i z posagiem" .
    Najlepiej udokumentowane jest nauczanie w klasztorze imbramowickim w XVIII wieku. Najlepiej, to nie znaczy, że wystarczająco aby poznać w całości proces kształcenia. Źródłem dostarczającym najwięcej wiedzy na omawiany temat są kroniki klasztorne, spisywane od 1703 roku. Tę serię ksiąg zapoczątkowała ksieni Zofia Grotówna, a kontynuowały ją wszystkie jej następczynie aż do 1824 roku. Bezcennym źródłem wiedzy na ten temat jest wizytacja bpa Michała Poniatowskiego przeprowadzona w 1783 roku. I na tym właściwie kończą się wszystkie przekazy. Brak jest rachunków, które mogłyby stanowić cenne źródło wiedzy, jak to jest w przypadku klasztoru zwierzynieckiego .
    Nie są znane dokładnie warunki lokalowe stworzone dla kształcenia dziewcząt w klasztorze. Jak już wcześniej wspomniano, szkoła jeszcze w początkach XVII w. nie miała osobnego lokalu. Nie możemy stwierdzić z całą pewnością, czy i kiedy zostały przystosowane do tego celu jakieś pomieszczenia znajdujące się na parterze budynku klasztornego, jak to sugerowano w dekrecie reformacyjnym z 1594 roku. Takie rozwiązanie zostało wykorzystane w trakcie odbudowy klasztoru po katastrofalnym pożarze klasztoru w początkach XVIII wielu. W wizytacji z 1783 roku czytamy, że „na trzecim korytarzu dolnym zachodnim [...] trzy stancye mieszkalne dla dam świeckich" są przeznaczone. Można domniemywać, że tak samo było w momencie oddawania klasztoru do użytku po jego odbudowaniu. Już w drugiej połowie XVIII wieku, za rządów ksieni Konstancji Wolickiej, klasztor musiano remontować. Wiosną 1774 roku, oprócz wykonywania innych prac, poleciła ona robotnikom „szkołę reperować dla dam świeckich" . W zapisce z 20 kwietnia 1776 roku kronikarka odnotowała, że ksieni „rozkazała [...] przez rok przeszły tarcice suszyć, których przysposobiła z drzewa kupnego do dawania podłogi po klasztorze, ponieważ już bardzo zła była y po szkołach pp. świeckich" .
    Program kształcenia zależał od tego jakim personelem nauczającym dysponował klasztor . I tu znowu zachowane źródła nie pozwalają na wyczerpujące przedstawienie tego tematu. Brak precyzyjnych informacji o tym, kto zajmował się kształceniem „dam świeckich". Wiemy z pewnością, że procesem tym kierowała „mistrzyni dam świeckich", wyznaczana przez ksienię. Taka funkcja istniała już w klasztorze na pewno w początkach XVI wieku.
Pierwszą znaną z imienia i nazwiska mistrzynią panien świeckich była w latach 1626-1635 Regina Malicka. Dzięki kronikom klasztornym znane są także nazwiska kilku zakonnic spełniających obowiązki mistrzyni w XVIII i początkach XIX wieku. Obejmując funkcję przełożonej w 1703 roku ksieni Zofia Grotówna zastała na tym stanowisku s. Helenę Magdalenę Lewikowską . Niestety kronika z okresu przełożeństwa ksieni Grotówny nie zawiera wielu informacji o personelu nauczającym. Nie ma także wzmianki – poza jednym wyjątkiem – które siostry sprawowały te funkcję. Tym wyjątkiem jest zapiska o tym, że w kwietniu 1726 roku na urzędzie tym była s. Anna Kochanowska . Być może zakonnica ta wykonywała te obowiązki w czasie całej kadencji ksieni Grotówny, tak przecież zazwyczaj bywało u norbertanek imbramowickich, że poszczególne przełożone obejmując rządy zmieniały siostrom obowiązki klasztorne.
Znacznie bogatsze w takie informacje są kroniki kolejnych ksień. W grudniu 1744 roku mistrzynią panien świeckich została z woli ksieni Katarzyny Bąkowskiej (1741-1758) Józefa Urbańska . Już jednak w marcu 1745 roku ksieni powierzyła tę funkcję Helenie Łękawskiej . I na tej osobie kończą się informacje o norbertankach pełniących funkcję mistrzyni za przełożeństwa ksieni Bąkowskiej. Ksieni Teresa Mieroszewska (1758-1769) zaraz po objęciu rządów powierzyła to stanowisko Konstancji Kręskiej , późniejszej ksieni. Jak wynika z kronik, Konstancja Kręska miałaby sprawować tę funkcję dwukrotnie; drugi raz w okresie rządów ksieni Konstancji Wolickiej (1769-1779), chociaż ksieni ta zaraz na początku swoich rządów mistrzynią panien świeckich obrała Eufrozyne Bąkowską . Siostrę Bąkowską także ksieni Konstancja Kręska (1785-1796) obdarzyła tym stanowiskiem. Zastąpiła ją na tym stanowisku w marcu 1790 roku Marianna Kozubska , także późniejsza ksieni. Natomiast ksieni Agnieszka Felicjanna Otfinowska (1779-1785) mistrzynią panien świeckich uczyniła Annę Bętkowską , przełożoną klasztoru w latach 1796-1803, która w okresie swoich rządów wolała mieć na tym stanowisku Anielę Tyngierównę . Za rządów ksieni Marianny Kozubskiej (1803-1834) znajdujemy na miejscu Tyngierówny Eufemię Wielogłowską . Ja wynika z przeglądu listy zakonnic pełniących funkcję mistrzyni panien świeckich, stanowisko to musiało być ważne, a osoby na nie powoływane musiały cieszyć się uznaniem wspólnoty zakonnej, skoro kilka z nich wybrano na najwyższy urząd w klasztorze.
Z powodu enigmatyczności zapisek kronikarskich, nie wiemy czy ksieni Grotówna zatrudniała także personel świecki. Być może, starano się opierać przede wszystkim na własnych siłach. Świadczy o tym fakt, że ksieni Katarzyna Bąkowska w 1746 roku poleciła siostrom Nakielskiej  i Mariannie Grotównie  uczyć się gry na skrzypcach u organisty farnego . Można przypuszczać, że uczyły się po to, by wykorzystać tę umiejętność w kształceniu dziewcząt. Nie przeszkodziło to jednak ksieni poszukiwać profesjonalistki, gdyż pod dniem 9 września 1746 roku kronikarka zapisała, że „przywieziono do nas pannę z Sląska, która umie śpiewać cofraktem y grać na skrzypcach" .
Znacznie więcej informacji na ten temat odnotowały kronikarki w drugiej połowie XVIII wieku. Uzupełnieniem relacji kronikarskich jest protokół wizytacji z 1783 roku.
Przypuszczalnie w latach siedemdziesiątych została zatrudniona jako nauczycielka języka niemieckiego Niemka Antonina Pac. W klasztorze imbramowickim została już do śmierci w 1809 roku. I chociaż przez ostatnie cztery lata życia już nie pracowała nie została odprawiona stamtąd, lecz ksieni Marianna Kozubska ze względu na jej „podeszły wiek y wypracowane lata [...] tey łaskawy chleb do śmierci dawać obiecała" , a kiedy już nie mogła chodzić otrzymała służącą i niekrępujące mieszkanie w klasztorze. Musiała ona cieszyć się wśród zakonnic dużym poważaniem, skoro po śmierci została „za pozwoleniem [...] Pstruszyńskiego, plebana i komisarza naszego, pochowana w naszym grobie" . W miejsce „madam" Pac została zatrudniona „madam" Gajewska, która, po kilku miesiącach pobytu w klasztorze, w lecie 1805 roku ciężko zachorowała, a będąc niezdolną do pracy, otrzymała od konwentu mieszkanie w oficynie i służącą. Po ośmiotygodniowej chorobie zmarła i została pochowana na cmentarzu parafialnym w Imbramowicach . Kronikarki wspominają jeszcze o trzech nauczycielkach języka niemieckiego. Luksówna (Luxówna) pracowała w latach 1805-1808. Po jej rezygnacji w sierpniu 1808 roku przyjęto na jej miejsce Gostyńską, a gdy ta po roku podziękowała za pracę, jej miejsce zajęła Stacherska .
Jako nauczycielka języka francuskiego odnotowana jest w sprawozdaniu wizytacyjnym „madam Pessar, Francuska". O innych nauczycielkach tego języka źródła nie wspominają, nie znaczy to jednak, że ich nie było. W protokole wizytacyjnym wśród osób „na pensyi" będących wymieniona jest „panna Lisieńska od klawikordu" i „panna Barbara, śpiewaczka". Nauczycielki świeckie otrzymywały więc wynagrodzenie za swoją pracę w postaci pensji. Oprócz tego klasztor zapewniał im mieszkanie. „Madam Francuska" zajmowała w 1783 roku dwa pokoje sąsiadujące z pokojami uczennic, natomiast Antonina Pac, nauczycielka języka niemieckiego mieszkała z dziewczętami. Jak przedstawiało się zakwaterowanie innych, źródła nie wspominają.
Wydaje się, że po odbudowaniu klasztoru w początkach XVIII wieku liczba uczennic nie przekraczała piętnastu. Biorąc pod uwagę fakt, że przeznaczono dla nich prawdopodobnie tylko „trzy stancye mieszkalne" liczba uczennic nie mogła być wyższa. Uczyły się tam przecież panienki pochodzące z zamożnych domów, więc i w klasztorze starano się zapewnić im w miarę możności dogodne warunki mieszkaniowe. Z reguły miejsca te były zajęte, gdyż kronikarki odnotowują, że ci, którzy byli zainteresowani umieszczeniem w szkole klasztornej w Imbramowicach swoich córek albo krewnych pytali najpierw, czy są wolne miejsca. Jest rzeczą zrozumiałą, że nie przyjmowano uczennic po pożarze w 1710 roku, kiedy klasztor nie został jeszcze odbudowany, gdyż same zakonnice nie miały gdzie mieszkać. Jednak nawet pomimo tej przeszkody, kandydatki zgłaszały się. Nie zważając na trudności lokalowe, w maju 1712 roku „Pani Gołębiowska [...] zostawieła u nas na ćwiczenie [...] Pannę Annę Zakrowską, siostrzenicę swoję" . Niestety już po kilku miesiącach zmuszona była ją zabrać z Imbramowic, gdyż z powodu „wielki szczupłości mieszkania naszego nie mogła mieć panienka swojej wygody i ćwiczenia" . Kompletu uczennic mogło nie być w okresie rządów ksieni Konstancji Wolickiej (1769-1779), gdyż przeprowadzano wtedy gruntowny remont klasztoru. W kronice z tego okresu nie ma ani jednej wzmianki o uczennicach przybywających do szkoły. W latach osiemdziesiątych większość miejsc w szkole była z pewnością zajęta. W sprawozdaniu wizytacyjnym z 1783 roku znajduje się lista dwunastu uczennic.
    Burzliwe wydarzenia pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych XVIII wieku odbiły się bardzo niekorzystnie na kondycji szkoły imbramowickiej. Upadek jej był jednym z podstawowych zmartwień ksieni Anny Bętkowskiej, która w 1796 roku została wybrana nową przełożoną wspólnoty. Ksieni zdawała sobie sprawę z faktu, że rządy zaborcze darzą większą przychylnością te klasztory, które zajmują się edukacją młodzieży. Stąd też troszcząc się o dalszy byt klasztoru, także przez ratowanie szkoły, w sytuacji braku kandydatek do szkoły, ksieni zdecydowała się przyjąć cztery ubogie uczennice, „za których umieszczenie Pan Bóg nagrodzi" . Był to chyba pierwszy taki wypadek w dziejach klasztoru; wcześniej kronikarki takich zdarzeń nie odnotowały. Zawsze za uczennicę płacił ten, kto ją umieszczał w szkole. Opłaty roczne nie były jednakowej wysokości. Prawdopodobnie dolna granica mogła wynosić sto złotych, a górna była nieograniczona. Od czego zależała wysokość opłat, nie udało się ustalić, być może decydowała tu zamożność opiekunów. I tak w 1745 roku Mościńska zapłaciła za pobyt swojej córki w szkole dwieście złotych, ale w tymże samym roku proboszcz z Wysocic zapłacił sto dwadzieścia złotych rocznie za edukację swojej siostry. Pobyt panny Popielówny z Czapel kosztował jej stryja sto dziesięć złotych „od stołu". Natomiast Ligocki za edukację siostrzenicy swojej żony, panny Łukawskiej, zapłacił w 1747 roku dwieście trzydzieści złotych. Wydaje się, że opłaty te nie były wygórowane, jeśli porówna się je z opłatami w innych szkołach klasztornych. Na przykład w szkole benedyktynek sandomierskich za pobyt uczennicy w szkole płacono przeciętnie czterysta złotych rocznie .
    Większość uczennic stanowiły szlachcianki, ale nie brakowało też mieszczanek, głównie krakowskich; pewnie tych zamożniejszych. Przypuszczalnie pochodzeniem mieszczańskim legitymowały się Spinkówny czy Grosmajerówny (Grozmaierówny) z Krakowa. Córką krawca krakowskiego była Bylicówna (Belicówna) kształcąca się u norbertanek od lutego 1745 roku do sierpnia 1746 roku. W sierpniu 1746 roku zakończyła swoją trzyletnią naukę w klasztorze Rogierówna z Krakowa, też prawdopodobnie mieszczanka. W 1722 roku ksieni Grotówna, powracając z kuracji w Lądku, przywiozła ze sobą „na czwiczenie" Józefę Urbańską, mającą osiem lat córkę pisarza. Kronikarka odnotowała, że to była „Niemka z Raciborza" .
    Do znakomitszych szlachcianek należały między innymi: panny Szaniawskie, podstolanki koronne – córki Jozafata Szaniawskiego  i Anny z Ossolińskich, właścicielki Sobkowa nad Nidą, Ewa Ponińska – córka Antoniego Józefa Ponińskiego , wojewody poznańskiego i Salomei z Szembeków, Barbara i Konstancja Jordanówny – córki Michała Stefana Jordana, wojewody bracławskiego, stolnikówny Otfinowskie – córki Jana Jakuba Otfinowskiego, stolnika wyszogrodzkiego, córka Stanisława Kochanowskiego, kasztelana radomskiego, a także trzy córki burgrabiego krakowskiego Józefa Mieroszewskiego. W latach 1756-1757 kształciły się w Imbramowicach córki starosty nowomiejskiego – Krasińskiego .
W 1783 roku, podczas wizytacji klasztoru, „na edukacyi" przebywały tam: hrabianka Katarzyna Ankwiczówna, skarbnikówna latyczowska Józefa Otfinowska, miecznikówna radomska Bobrownicka, wojska krakowska Konstancja Rusocka , stolnikówna halicka Wiktoria Wyczółkowska, sędzianka grodzka krakowska Urszula Michałowska, podżupkówna Joanna Baranowska, rejentówna siewierska Salomea Kozicka, Teofila Tyngierówna, subdelegatówna krakowska Marianna Tarnowska, subdelegatówna krakowska Teresa Karońska i jej siostra Urszula.
Były także przypadki przybywania do klasztoru Żydówek, które chciały przyjąć chrzest. Te z reguły oddawała ksieni do szkoły pod opiekę mistrzyni panien świeckich, uczyły się nie tylko prawd wiary, ale zdobywały też podstawowe wykształcenie. Jedna z nich Anna Leymanówna, która uciekła do klasztoru w 1746 roku , po ukończeniu edukacji poprosiła o przyjęcie do wspólnoty zakonnej .
Uczennice pochodziły przeważnie z bliższych i dalszych okolic Imbramowic, między innymi z: Czapel (Popielówna), Jangrota (Chwaliborzanki), Janowic (stolnikówna Chwaliborzanka), Ściborzyc (Bogumiła Zakrzewska), Uliny (Zakrzewska), Wysocic (Piegłowska, siostra proboszcza wysocickiego). Kształciły się także panienki z Kielc (Apolonia Krasuska) i wiele z Krakowa (m.in. Salomea Bogucka, Delipacówny, Kosicka, Dąmbska, Salomea Bela).
Kilka uczennic było skoligaconych z norbertankami imbramowickimi. Wydaje się, że ta okoliczność często decydowała o wyborze miejsca kształcenia panienek. W czasie rządów ksieni Teresy Mieroszewskiej, w Imbramowicach kształciły się przez cztery lata (1759-1763) trzy córki jej brata Józefa Mieroszewskiego, burgrabiego krakowskiego . W październiku 1757 roku przywieziono na edukację córkę łowczego sandomierskiego, krewnego ksieni Grotówny . Kształciła się także w klasztorze imbramowickam Antonina Grosmajerówna z Krakowa, rodzona siostra Teresy Grosmajerówny, profeski imbramowickiej od 20 sierpnia 1749 roku.
Jak zadecydowali wizytatorzy w początkach XVII wieku, uczennice mogły przebywać w szkole jedynie do szesnastego roku życia. Kronikarki nie odnotowały więc, by zgłaszające się kandydatki ten wiek przekraczały . Najwięcej było takich, które oddawane były do szkoły przed dziesiątym rokiem życia – w wieku siedmiu lub ośmiu lat. Rzadsze były wypadki kiedy panienka rozpoczynała naukę w klasztorze w wieku trzynastu lub czternastu lat. Wyjątkiem od tej reguły była Ewa Ponińska, córka wojewody poznańskiego, którą rodzice oddali do klasztoru, kiedy miała tylko trzy lata. Po rocznym pobycie w Imbramowicach, odebrali ją w 1738 roku „z wielkim ukontentowaniem dziękując za piękną edukacyą, gdyż nad lata swoje sposobność wielką miała do nauczenia się nauki chrześcijańskiej, pacierza i innych modlitewek i wszystkiego dobrego" .
Wybór daty rozpoczęcia kształcenia i zakresu nauczania zależał przede wszystkim od woli rodziców czy opiekunów przyszłych uczennic. Musieli więc oni wiedzieć jaki program nauczania oferują norbertanki imbramowickie. Nie odbiegał on zresztą od tego, co proponowały w tym czasie w inny klasztory żeńskie. Kronikarki często odnotowują z jakimi życzeniami co do zakresu kształcenia odwożono panienki do Imbramowic. Na przykład, pod dniem 4 października 1747 roku odnotowano, że „przyjechała [...] na niemiecki język JMC panna Domska z Krakowa". W styczniu 1798 roku znalazła się tam panna Dobiecka, którą „rodzony ojciec [...] odwiózł zarekomendowawszy na edukacyą francuskiego, niemieckiego języka y grania".
Jest więc rzeczą pewną, że u norbertanek imbramowickich w XVIII wieku, oprócz nauki pisania i czytania, nauczano języków obcych, gry na instrumentach, śpiewu i robót ręcznych. Wydaje się że, spośród języków obcych, niemiecki był tym, którego uczono najwcześniej. Sprzyjały temu zresztą kontakty ze Śląskiem, skąd mogły przybywać nauczycielki. Język francuski znalazł się najprawdopodobniej w programie nauczania dopiero w drugiej połowie XVIII wieku. Zadbano także o naukę śpiewu i gry na instrumentach: skrzypcach, klawikordzie. Umiejętności te były podstawą ówczesnego „dobrego" wychowania. Nie zaniedbywano od początku istnienia „szkoły" w Imbramowicach nauczania robót ręcznych. Już w początkach XVII wieku wizytatorzy zalecali mistrzyni panien świeckich czuwanie nad tym, by panienki „w roboty ręczne się wprawiały" . Prawdopodobnie nie zatrudniano do tego celu osobnej nauczycielki. Z przekazów kronikarskich z z przełomu XVIII i XIX wieku dowiadujemy się o tym, że ksieni zatrudniała do nauki języka niemieckiego nauczycielki, które równocześnie zajmowały się przekazywaniem uczennicom umiejętności posługiwania się igłą i nicią. W 1805 roku ksieni Marianna Kozubska „dla nieumiejętności języka polskiego tudzież y robót przymuszona była [...] alienować Madam", a starać się „z wielką usilnością o inszą zdatniejszą, która posiada język niemiecki y roboty" . Jest wielce prawdopodobne, że i same norbertanki także tym się zajmowały.
Można z całą pewnością przyjąć, że u norbertanek imbramowickich – podobnie zresztą, jak w większości klasztorów – stosowano indywidualny tok nauczania. Wskazuje na to zarówno różnorodny wiek uczennic, jak i czas ich pobytu w klasztorze – od kilku miesięcy do kilku lat – nawet pięciu lub sześciu. Zdarzało się tak. że równocześnie przywożono dziewczynki w różnym wieku. W 1740 roku, w wieku pięciu lat rozpoczęła kształcenie u norbertanek Franciszka Żarska i jej siostra Marianna mająca lat dziesięć.
Zasadniczą wagę przywiązywano w klasztorze do wychowania chrześcijańskiego. Najlepiej ilustruje to przypadek Ewy Ponińskiej, która po rocznym pobycie w klasztorze, mimo niewielu lat, już „sposobność wielką miała do nauczenia się nauki chrześcijańskiej, pacierza i innych modlitewek i wszystkiego dobrego". Nad wpojeniem uczennicom nauki i zasad życia chrześcijańskiego czuwała przede wszystkim każdorazowa mistrzyni panien świeckich.
Praktyki chrześcijańskie, odpowiednie do wieku uczennic, wypełniały one w klasztorze, ze względu na klauzurą; mogły ją opuszczać tylko w określonych przypadkach. Do nieporozumień między konwentem i proboszczem parafii farnej pod wezwaniem św. Benedykta dochodziło z powodu spowiedzi wielkanocnej. Przyjęte było, że „wszystkie osoby za klauzurą zostające w naszym kościele przed naszymi kapłanami spowiedź wielkanocną czyniły" . Zdarzało się jednak, że niektórzy zapalczywi plebani próbowali dochodzić swoich praw. Zwykle jednak przełożone konwentu znajdowały zrozumienie i poparcie rządców diecezji dla dawnych zwyczajów. Respektowania swoich praw domagał się gwałtownie w 1767 roku ks. Józef Ptasznicki, proboszcz parafii farnej i ówczesny ekonom klasztoru imbramowickiego. Dopuszczał możliwość rezygnacji ze swoich pretensji o ile ksieni poprosi go o to. Ksieni Teresa Mieroszewska nie chciała na to przystać. Jednak, z powodu opóźniania się odpowiedzi od biskupa krakowskiego, zmuszona była odesłać uczennice „do fary do spowiedzi, ale nie wszystkie posłała" . Ostatecznie – wbrew proboszczowi – biskup przychylił się do prośby ksieni i nakazał poszanowanie przyjętego zwyczaju. Kronikarki odnotowały jeden przypadek udzielania uczennicom sakramentu bierzmowania w klasztorze; co nie znaczy, że takich przypadków nie było więcej. W 1759 roku z rąk biskupa Franciszka Potkańskiego przyjęły sakrament bierzmowania norbertanki, których „matką krzestną" była ksieni Teresa Mieroszewska, natomiast „damom świeckim WP Korytowska, która u nas w ten czas przytomna była" .
Nie można ustalić dokładnie, z powodu braku spisów uczennic, jaki procent spośród nich wybrało życie zakonne w klasztorze imbramowickim. Do tych, spośród wychowanek, które na stałe związały się z konwentem norbertanek należały:
– Józefa Urbańska (Niemka z Raciborza) ,
– Salomea Bogucka z Krakowa „stanęła na próbę do chóru" w 1725 roku ,
– Teresa Chwaliborzanka z Jangrota, której matka w czerwcu 1726 roku prosiła o przyjęcie jej do klasztoru, a już w sierpniu tego roku „stanęła na próbę", ponieważ uznano ją „sposobną do śpiewania w chórze jako do inszej obserwancji zakonnej" ,
– Helena Łękawska była aspirantką od 1735 roku ,
– Anna Leymanówna ,
– Franciszka Szaniawska, podstolanka koronna ,
– Agnieszka Kochanowska, kasztelanka radomska ,
– Joanna Mieroszewska, burgrabianka krakowska ,
– Marianna Dąmbska, miecznikówna inowrocławska ,
– Aniela Tyngierówna przebywała w klasztorze prawdopodobnie już od czwartego roku życia  ucząc się języków francuskiego i niemieckiego,
– Tekla Stadnicka kształciła się w szkole imbramowickiej przypuszczalnie w latach dziewięćdziesiątych XVIII wieku, „stanęła na próbę" w 1801 roku ,
– Marianna Strzałkowska trzy lata uczyła się w szkole, w 1803 roku poprosiła o przyjęcie do klasztoru ,
– Marianna Wotowska pobierała naukę w szkole klasztornej przez pięć lat od 1801 roku, a w 1808 roku zgłosiła pragnienie wstąpienia do zakonu .
Jak się wydaje, całkiem spora liczba uczennic upodobała sobie życie klasztorne, chociaż wykaz ten z całą pewnością nie jest jeszcze kompletny.
    Kandydatki do klasztoru też były częstokroć oddawane przez przełożone do szkoły panien świeckich, pod opiekę ich mistrzyni „dla wypróbowania ducha". W 1781 roku w wieku 23 lat zgłosiła się do norbertanek Marianna Kozubska, którą ksieni Felicjanna Otfinowska oddała pod opiekę Anny Bętkowskiej, ówczesnej mistrzyni świeckich „aby się rozpatrywała w niy y próbowała intencyi". Taż sama Kozubska za przełożeństwa Doroty Kręskiej była mistrzynią panien świeckich, a w 1803 roku została wybrana ksienią. Nie wszystkie kandydatki, poddawane takiej próbie, decydowały się przyjąć suknię zakonną. Na taki krok nie zdecydowała się (lub jej to odradzono) Niemka Magdalena Szwarcówna, która w grudniu 1806 roku w wieku około trzydziestu lat przybyła do Imbramowic z zamiarem wstąpienia do klasztoru. „Oddana p. mistrzyni świeckich dla wypróbowania ducha" już w kwietniu 1807 roku zrezygnowała.
 Po trzecim rozbiorze Polski, kiedy to Imbramowice znalazły się w granicach zaboru austriackiego, przełożone klasztoru musiały liczyć się z tym, że w pewnym momencie będą zmuszone dostosować sposób kształcenia do wymagań państwa. Jednak jeszcze w 1801 roku, na pytanie o szkołę, wystosowane z cyrkułu olkuskiego, odpowiedziano, że „w klasztorze jest edukacya panien z dawna języka niemieckiego y francuskiego" i pewnie starano się czekać na dalszy rozwój wypadków. Dopiero w 1808 roku, za radą życzliwych osób, ksieni Marianna Kozubska zdecydowała się na pisemne zawiadomienie Gubernium we Lwowie o erygowaniu szkoły w klasztorze, w tym o przyjęciu na bezpłatną naukę sześciu ubogich panienek . Wkrótce po tym fakcie odbyła się wizytacja, którą przeprowadził „Gruber naznaczony wizytator szkół y klasztorów [...] wstąpił [...] do szkoły dam świeckich, obglądał książki, pisania, roboty. Mówił z nimi po niemiecku" . Przypuszczalnie w 1811 roku szkoła jeszcze istniała. Natomiast już w 1816 roku poinformowano konsystorz krakowski, że „dla oczywistey niemożności y czasów ciężkich i przykrych, zaprzestał klasztor na czas iakowy trudnić się edukacyą panienek, oczekuiąc pory pomyślnieyszy" .
W latach dwudziestych klasztor utrzymywał szkołę elementarną, która w 1835 r. została przekształcona w Instytut Naukowy Wyższy Żeński, zlikwidowany po powstaniu styczniowym. Po zakończeniu pierwszej wojny światowej, w 1919 roku w klasztorze otwarto szkołę gospodarczą dla dziewcząt, która funkcjonowała do 1948 roku, z przerwą w czasie drugiej wojny światowej.

debowska_kształcenie.pdfM.Dębowska - Kształcenie dziewcząt w klasztorze norbertanek (pdf)